Kiedy dziecko bije… Co tak naprawdę się dzieje?

Kiedy dziecko bije… Co tak naprawdę się dzieje?

Małe dziecko w złości bije siostrę. Popycha mamę. Szczypie brata. A w wersji „de lux” – pluje rodzicom prosto w twarz.

To sytuacja, która odpala dorosłych na maksa. Bo czujemy się zaatakowani. Traktujemy to jak celowy zamach na naszą osobę:

„Bije, żeby mi zrobić krzywdę.”
„Nie będzie bił matki, zaraz go nauczę porządku!”
„Co ze mnie za rodzic, skoro moje dziecko mnie bije?”
„Jeszcze tego brakowało! Dość!”

Ale… czy naprawdę czteroletni, czerwony z emocji, zalany łzami maluch działa z planem „przejęcia władzy w domu”?

Dziecko nie bije po to, by rządzić. Nie bije, by ranić. Ono traci kontrolę.
W jego ciele buzują adrenalina i kortyzol – chemiczne tsunami, które dosłownie odcina dostęp do logicznego myślenia. Zostają tylko najbardziej pierwotne reakcje: walka albo ucieczka.

Jego mózg „pływa w słoiku adrenaliny”. I nie ma wtedy dostępu do narzędzi, które pomagają regulować emocje.
Dlatego pojawiają się kopnięcia, krzyki, bicie, tarzanie się po ziemi – bo ciało szuka ulgi.

I co najważniejsze – małe dzieci nie mają jeszcze rozwiniętych płatów czołowych, które u dorosłych pomagają powstrzymać impuls i nazwać to, co czujemy.

Kiedy dziecko bije – jak zareagować?

Tak – zatrzymaj ręce dziecka, jeśli trzeba.
Ale nie mów: „Jak możesz? Serce masz z kamienia?”
Nie zawstydzaj: „Siostra przez ciebie płacze!”
Nie groź: „Spróbuj jeszcze raz, a zobaczysz!”

To dolewanie benzyny do ognia.
Taka reakcja tylko zwiększa napięcie, poczucie winy, bezsilność… i prowadzi do kolejnych wybuchów.

Zamiast tego, powiedz spokojnie:

„Widzę, że jesteś bardzo rozzłoszczony.”
„Ręce cię nie słuchają, tak się czasem dzieje w wielkiej złości.”
„Wiem, że nie chcesz nikomu zrobić krzywdy.”

Zdejmij z dziecka etykietkę „złego dziecka”.
Zobacz w nim człowieka w kryzysie. Bo tylko wtedy możemy mu naprawdę pomóc.

A czego uczymy dzieci, gdy krzyczymy „Nie bij mamy!” i karzemy?
Wrzucamy jeszcze więcej napięcia do układu nerwowego, który i tak już ledwo się trzyma.
I zamiast budować kontrolę nad emocjami – budujemy wstyd i agresję wobec siebie.

Największa praca odbywa się nie w trakcie wybuchu złości, ale POMIĘDZY nimi.
W chwilach spokoju uczymy:

jak rozpoznawać napięcie,
jak reagować na frustrację,
jak mówić o emocjach zanim wybuchną.

Jak stawiać granice z czułością i szacunkiem?

SPOKOJNIE – Głos rodzica to dla dziecka sygnał: „jestem bezpieczny” albo „coś jest nie tak”. Twoje opanowanie ma moc.
CIERPLIWIE – Nie oczekuj cudów po jednym razie. Dziecko uczy się poprzez doświadczenie. Chwal, gdy zrobi krok do przodu.
KONSEKWENTNIE – Jeśli dziś mówisz „Nie wolno bić”, a jutro żartujesz „O, jaki wojownik!”, to dziecko nie wie, co naprawdę jest właściwe.

Dzieci potrzebują granic, bo granice = bezpieczeństwo.
Świat bez granic to chaos. A chaos rodzi lęk.

Granice nie są narzędziem władzy NAD dzieckiem.
Granice to przestrzeń, w której dziecko może rosnąć i rozwijać się w swoim tempie – bez lęku, bez wstydu, z poczuciem sensu.

Nie ma drogi na skróty. Ale jest warto.
Bo wychowanie to nie tylko „opanowanie zachowania”.
To budowanie relacji, na całe życie.

Dla dzieci.
Dla nas.
Dla przyszłości.

Co bierzesz z tego posta dla siebie?

Źródło: SET psychologia dziecka Agnieszka Misiak, Dr Kamila Olga-psycholog

Materiały edukacyjne - Przedszkole Samorządowe Nr 2 Pod Słonkiem w Białymstoku
«