To zdanie często pada wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni, zdenerwowani, gdy dziecko coś rozleje, zapomni, popsuje. W głowie pojawia się myśl: „na pewno zrobiło to na złość”.
Tylko że większość dzieci nie działa „na złość”.
Działa z emocji, z braku umiejętności albo z potrzeby uwagi.
Dla dorosłego to „specjalnie”, a dla dziecka to często po prostu nieumiejętność poradzenia sobie z sytuacją.
Dziecko nie planuje: „rozleję mleko, żeby mama się zdenerwowała”.
Ono po prostu się spieszyło, zapomniało, nie skupiło się, chciało spróbować samo.
Tak samo bywa z krzykiem czy uderzeniem:
dziecko krzyczy, bo czuje złość, której nie umie jeszcze nazwać i wyrazić słowami,
uderza, bo nie zna innego sposobu rozładowania napięcia.
Dzieci dopiero uczą się, jak działa świat i jak one same działają. Często reagują impulsywnie – bez planu, bez intencji skrzywdzenia kogokolwiek. Po prostu nie mają jeszcze narzędzi, żeby zrobić to inaczej.
A jeśli w takiej chwili usłyszą: „zrobiłeś to specjalnie”, uczą się, że dorosły zakłada o nich najgorsze. Że nie ma sensu tłumaczyć, bo i tak nikt nie uwierzy.
Zamiast zakładać złą intencję, warto zapytać:
„Co się stało?”
„Nie wiedziałeś, jak to zrobić?”
„Chciałeś spróbować sam?”
To nie znaczy, że rezygnujesz z granic.
To znaczy, że szukasz przyczyny, zanim ocenisz.
I właśnie wtedy możesz naprawdę pomóc dziecku nauczyć się czegoś nowego.
Bo dziecko, które czuje się rozumiane, łatwiej zaczyna współpracować i zmieniać swoje zachowanie.
To działa lepiej niż krzyk.
Spróbuj dziś zobaczyć w błędzie nie złą wolę, tylko brak umiejętności. To potrafi zmienić całą relację.
Źródło: Stowarzyszenie Terapeutów
