Skąd bierze się przemoc w szkołach? O samotności, internecie i sile relacji

Osoba siedząca w pustej sali lekcyjnej z twarzą ukrytą w dłoniach, a na obrazie widnieje napis: Fala przemocy w polskich szkołach.

Gdzie dostrzegasz źródła ostatnich dramatycznych wydarzeń w szkołach? Jak próbujesz sobie to wszystko poukładać w głowie?

Wiele osób mówi: „A kiedyś to nie było takich rzeczy”.

Tylko czy na pewno?

Kiedyś przemoc miała inne oblicze. Istniało niemałe społeczne przyzwolenie na „klapsa” lub nawet kilka klapsów dla dziecka, a także na przemoc wobec kobiet, którą niektórzy nazywali „przywracaniem żony do ustawień fabrycznych”. Tak wyglądała część tych wspominanych z sentymentem „dawnych, dobrych czasów”.

Dziś coraz trudniej usprawiedliwiać bicie, zastraszanie czy poniżanie jako metody wychowawcze. W dużej mierze zawdzięczamy to również internetowi. Kampanie społeczne, materiały psychologów i innych specjalistów oraz coraz częstsze rozmowy o przemocy zmieniły nasze spojrzenie na zachowania, które dawniej bywały traktowane jako sposób na „naprawianie” drugiego człowieka.

Na te przemiany wpływa wiele czynników, ale internet jest jedną z największych zmian w naszym codziennym życiu. Ma też swoją drugą stronę.

Internet, telefon i tablet niczym ośmiornica oplatają niemal wszystkie obszary naszego życia. Wpływają na relacje, sposób spędzania czasu i komunikację.

Przemoc rówieśnicza nie kończy się już wraz z ostatnim szkolnym dzwonkiem. Nie kończy się o godzinie 14.00. Trwa dalej – na forach internetowych, w grupach, komunikatorach i mediach społecznościowych.

Dzieci, które jej doświadczają, często nie mają chwili wytchnienia ani bezpiecznej przestrzeni, w której mogłyby odetchnąć. Do tego współczesna przemoc może mieć ogromny zasięg. Upokarzające zdjęcie, kompromitujący film czy przerobiona na treść pornograficzną fotografia mogą w krótkim czasie dotrzeć do setek osób, a nawet połowy szkoły.

Kiedyś dostęp do brutalnych i pornograficznych materiałów był znacznie bardziej ograniczony. Dziś dziecko może zetknąć się z nimi na własnym telefonie albo na urządzeniu kolegi. W dowolnym miejscu i niemal w każdej chwili.

Samotny, poraniony emocjonalnie nastolatek, pełen złości i poczucia odrzucenia, może też łatwo trafić do internetowych społeczności, które pozornie oferują mu zrozumienie, akceptację i przynależność.

Najpierw pojawiają się dobre słowa, zainteresowanie i poczucie, że wreszcie ktoś go rozumie. Później mogą pojawić się treści pełne nienawiści, pogardy wobec innych, a nawet zachęty do przemocy.

Z kim taki nastolatek ma o tym porozmawiać? Kogo zapytać o radę, skoro już wcześniej czuł się samotny, niezrozumiany i przekonany, że nikogo nie obchodzi?

Może również oglądać dziesiątki internetowych twórców, którzy utwierdzają go w przekonaniu, że szkoła, nauczyciele i cały otaczający świat są przeciwko niemu.

„Nikt nas nie chce, więc my też nikogo nie potrzebujemy”.

Takie komunikaty mogą trafiać szczególnie mocno do młodych ludzi, którzy już wcześniej doświadczali odrzucenia i bezradności.

Kiedy człowiek jest samotny, przepełniony złością i nie ma obok siebie nikogo, kto pomógłby mu zrozumieć własne emocje, może zacząć szukać treści odzwierciedlających jego wewnętrzny świat. Takich, które potwierdzają jego przekonania i wzmacniają poczucie krzywdy.

A gdzie w tym wszystkim jesteśmy my, dorośli?

Pamiętam, jak wracałam ze szkoły, a moja mama obierała ziemniaki. Zerkała na mnie i słuchała, co mam jej do opowiedzenia.

Ziemniaki nie pochłaniały jej uwagi aż tak bardzo. Bo jak bardzo może człowieka pochłonąć obieranie ziemniaków?

A dziś? Jak trudno bywa nam oderwać wzrok od telefonu i naprawdę skupić uwagę na dziecku?

I mnie zdarza się przecież „słuchać jednym okiem”.

Relacja nie powstaje wyłącznie podczas wielkich rozmów, rodzinnych wyjazdów czy wyjątkowych wydarzeń. Buduje się w drobnych, codziennych sytuacjach.

W krótkim spojrzeniu. W pytaniu: „Jak minął Ci dzień?”. W odłożeniu telefonu, kiedy dziecko chce nam coś opowiedzieć. W zauważeniu, że jest smutne, rozdrażnione albo wyjątkowo ciche.

Takie chwile budują w dziecku przekonanie:

„Nie jestem sam”.

„Mam do kogo pójść po pomoc”.

„Nawet jeśli popełnię błąd, nawet jeśli coś bardzo zawalę, jest ktoś, kto mnie wysłucha”.

„Mam swój bezpieczny port”.

Może naiwnie, a może życzeniowo, ale wierzę, że dziecku w poważnym kryzysie, stojącemu na emocjonalnej krawędzi, ogromnie może pomóc obecność bezpiecznego dorosłego.

Jedna dobra relacja. Jedna osoba, która naprawdę słucha, widzi i rozumie.

Może to być rodzic, nauczyciel, pedagog, psycholog lub inny dorosły, któremu dziecko ufa. Ktoś, przy kim młody człowiek poczuje, że jest ważny. Że jego emocje mają znaczenie. Że nie musi mierzyć się ze wszystkim samotnie.

Sama relacja nie rozwiąże każdego problemu i nie zastąpi profesjonalnej pomocy, gdy jest ona potrzebna. Może jednak dawać poczucie bezpieczeństwa i pomóc zrobić pierwszy krok do szukania wsparcia.

Dlatego sobie i Wam życzę więcej uważności na to, co naprawdę ważne. Więcej obecności. Więcej rozmów. Więcej dostrzegania człowieka ukrytego za jego zachowaniem.

Jeśli chcesz świadomie wspierać dziecko w radzeniu sobie z emocjami, które przynosi ze szkoły, nie wahaj się szukać wsparcia specjalistów. Także wtedy, gdy szkolna codzienność jest źródłem ciągłego napięcia, a trudności zaczynają wpływać na całą rodzinę.

Czasem jedna rozmowa może być początkiem bardzo ważnej zmiany. Dziecko potrzebuje wiedzieć, że nawet w najtrudniejszej chwili nie zostanie samo.

Źródło: SET – psychologia dziecka, Agnieszka Misiak

Fotografia: Interia Wydarzenia

«