Ile razy dziennie mówimy do naszych dzieci „uważaj”?
„Uważaj, przewrócisz się!”
„Uważaj, bo wpadniesz do kałuży!”
„Uważaj, bo zrobisz sobie krzywdę!”
Mówimy to niemal odruchowo, z troski i chęci ochrony dziecka. A gdyby tak spróbować powiedzieć to inaczej?
Zamiast: „Uważaj, spadniesz z huśtawki!”, powiedz:
„Spróbuj postawić najpierw jedną nogę, potem drugą. Trzymaj się mocno. Jestem tutaj, gdybyś potrzebował pomocy”.
Zamiast: „Uważaj, wpadniesz do kałuży!”, powiedz:
„O, kałuża! Jak myślisz, uda Ci się ją przeskoczyć jak żabka?”
Zamiast: „Baw się dobrze na obozie, ale uważaj na siebie!”, powiedz:
„Przed Tobą świetna przygoda! Wierzę, że potrafisz o siebie zadbać. A gdybyś mnie potrzebował, zawsze możesz zadzwonić”.
Tak sobie myślę, że nasze „uważaj” czasem bardziej chroni nas przed własnym lękiem niż dzieci przed rzeczywistym zagrożeniem.
Bo przecież tak bardzo chcemy, żeby były bezpieczne. Żeby nic im się nie stało. Żeby nie upadły, nie popełniły błędu, nie doświadczyły czegoś trudnego.
Ale czy chroniąc dzieci przed każdą trudnością, nie odbieramy im czasem okazji do zdobywania doświadczeń, rozwijania samodzielności i odkrywania własnych możliwości?
Jako psycholożka wiem, jak ważne dla rozwoju dziecka są samodzielność, poczucie sprawczości i możliwość podejmowania prób. Ale jako mama wiem również, jak trudno czasem powstrzymać to jedno słowo… „Uważaj!”
Jejku! Ileż to wymaga pracy nad własnymi emocjami!
Oczywiście, kiedy pojawia się realne zagrożenie, reagujemy szybko i zdecydowanie. Bezpieczeństwo dziecka zawsze pozostaje najważniejsze.
Jednak tam, gdzie sytuacja na to pozwala, zamiast kolejnego „uważaj” spróbujmy powiedzieć:
„Spróbuj”.
„Dasz radę”.
„Wierzę w Ciebie”.
„Możesz zrobić to w ten sposób”.
„Jestem blisko, gdybyś mnie potrzebował”.
Takie słowa dodają dziecku odwagi i pokazują, że wierzymy w jego możliwości. Zachęcają do samodzielnego działania, podejmowania decyzji i uczenia się na własnych doświadczeniach.
Świat to nie tylko zagrożenia, przed którymi trzeba się chronić. To również wielka przygoda, do której warto dziecko stopniowo przygotowywać.
Dzieci potrzebują przestrzeni do próbowania, odkrywania, popełniania błędów i podejmowania kolejnych wyzwań. Potrzebują też wiedzieć, że w razie trudności mogą liczyć na wsparcie bliskiego dorosłego.
A my? Uczmy się być obok. Towarzyszyć, wspierać i ufać. Nawet wtedy, gdy najchętniej zatrzymalibyśmy je w swoich bezpiecznych ramionach.
Czy to łatwe?
Dla mnie, jako mamy, to jedno z najtrudniejszych zadań. Ale wiem, że warto.
Bo czasem największym wyrazem naszej troski nie jest powiedzenie „uważaj”, lecz spokojne: „Spróbuj. Jestem tutaj i wierzę w Ciebie”.
Źródło: dr Kamila Olga – psycholog
